|
2012 już za:|2012 już ma: |
Blog o jedzeniu, czyli gdzie zjeść na mieście lub w plenerze, co zrobić w domu i z czym się to je.
Blog > Komentarze do wpisu
Czarna KawaWłaśnie siedziałem sobie przy świeżo zaparzonej czarnej kawie - zaparzonej, a jakże w węgierskim ekspresie - popalając sobie papieroska i myślałem o czym by tu napisać w następnym blogowym odcinku. Spojrzałem na kubek z kawą i ... olśnienie - no przecież, pisząc tu wypijam litry kawy, a ani słowa jeszcze o niej nie napisałem. Dzięki temu olśnieniu potwierdza się fakt, że czarna kawa wyśmienicie rozjaśnia myśli. To jest niezbity dowód!!! :) Tak więc, zabieram się za zbieranie materiałów, postaram się napisać niebawem o kawie jako takiej, o sposobach jej parzenia, może uda mi się jakiś przepis cwany zmajstrować. A na razie, bo mi błogo z tą moją małą czarną, tylko cytat z Antoniego Langego, z utworu pod tytułem, a jakże : Kawa Witaj mi, witaj, wonna czaro mokki! PS. Pobierałem kiedyś nauki od Gruzinów jak parzyć kawę w tygielku /kanaka/, to może to pójdzie na pierwszy ogień, ale chyba dopiero jutro bo dziś czeka na mnie moja ... czarna kawa. :) czwartek, 06 września 2007, korek1000
Komentarze
2007/09/09 00:15:15
drobna uwaga: kawa "po turecku" to kawa gotowana w tygielku najlepiej miedzianym (zmielona kawe zalewa sie zimna woda i gotuje do wrzenia, w innym przepisie spotkalem, ze mozna kilka razy zestawiac z ognia i zagotowywac zaraz potem jeszcze raz) to co my nazywamy "kawa po turecku" nie ma swojej nazwy, czasem okresla sie ja jako kawa "po polsku"
2007/09/10 22:15:16
cristall_ball, dziękuje za przepis a właśiwie sposób jak zrobić kawę bez fusów nie posiadając ekspresu :). To 'coś tam' w przyprawie to pewnie jest kardamon, nieprawdaż?
donpedro, masz rację co do kawy po turecku z dokładnością do zagotowania (wodę należy doprowadzić do stanu bliskiego wrzenia ale broń Boże zagotowywać), więcej o niej piszę tu: zajadamy.blox.pl/2007/09/Kawa-w-tygielku.html |
Jak widać Włosi mają fioła na punkcie maleńkiej czarnej.
I tu zaczął się problem, bo ja kawę pijam sporadycznie i nigdy nie czułam potrzeby nabycia ekspresu ciśnieniowego.
Aby jednak mój Włoch poczuł się troszkę jak w domu, wymyśliłam namiastkę włoskiego esspresso. Co prawda bardziej przypomina turecką, ale jest przynajmniej bez fusów.
Do kawy będzie potrzebne naczynie z sitkiem. Można kupić w sklepach z porcelaną. Na spód wrzuca się dwie czubiaste łyżki kawy. Najlepiej takiej ziarenkowej zmielonej tuż przed zaparzeniem. Zalewa niewielką ilością wrzątku (na esspresso to będzie coś kole pół szklanki), wkłada sitko i odstawia na kilka minut, żeby naciągnęła. Taka ilość wystarczy na dwie kawy. Ja do swojej, żeby nie umrzeć, dodaję ubite mleko a na wierzch ciutkę kakao albo cynamonu. Znalazłam niedawno specjalną przyprawę do kawy i deserów z młynkiem. Cynamon, gałka, goździki i coś tam jeszcze. Też jest pycha. Po tych kilku minutach trzeba sitko docisnąć zostawiając fusy na spodzie i przelać do filiżanek.
Włochowi smakuje... przynajmniej tak mówi ;)